Beżowa sofa. Jasne drewno. Okrągły stolik. Kilka czarnych dodatków. Duże lustro. Roślina w ceramicznej donicy. Na ścianie abstrakcyjny plakat, na kuchennym blacie ekspres do kawy, a na stole wazon z trawami. Przeglądając ogłoszenia mieszkań, można czasem odnieść wrażenie, że oglądamy wciąż ten sam lokal, tylko przenoszony z miasta do miasta i z budynku do budynku. Zmienia się metraż, piętro, widok z okna i cena, ale sposób urządzenia pozostaje zaskakująco podobny. Nie jest to przypadek. Wnętrza coraz częściej projektujemy nie tylko po to, żeby dobrze się w nich mieszkało, ale także po to, żeby dobrze wyglądały na zdjęciu.
Mieszkanie musi dobrze wypaść w pierwszych trzech sekundach
Rynek nieruchomości przeniósł się do internetu. Zanim kupujący wejdzie do mieszkania, najpierw zobaczy jego miniaturę na portalu ogłoszeniowym. Często będzie ona jedną z kilkudziesięciu albo kilkuset ofert przeglądanych tego samego wieczoru. To zmieniło sposób, w jaki myślimy o wnętrzach przeznaczonych na sprzedaż i wynajem. Zdjęcie musi zatrzymać wzrok. Pomieszczenie powinno wydawać się jasne, uporządkowane i większe, niż jest w rzeczywistości. Nie może być zbyt osobiste, ponieważ potencjalny kupujący powinien łatwo wyobrazić sobie siebie w tym miejscu. W efekcie najlepiej sprawdza się estetyka bezpieczna. Jasne ściany, neutralne kolory, proste meble i kilka modnych dodatków są łatwiejsze do zaakceptowania niż intensywna zieleń w salonie, kolekcja obrazów albo granatowa kuchnia. Właściciel może kochać takie rozwiązania, ale z punktu widzenia sprzedaży oznaczają one ryzyko.
Home staging nauczył nas neutralności
Home staging miał przede wszystkim pomóc przygotować nieruchomość do sprzedaży. Posprzątać, uporządkować przestrzeń, poprawić światło, usunąć nadmiar przedmiotów i pokazać potencjał mieszkania. Z czasem jednak wykształcił własny język wizualny. Mieszkanie ma wyglądać trochę jak hotel, trochę jak katalog wnętrzarski i trochę jak miejsce, w którym nikt jeszcze naprawdę nie zamieszkał. Znikają zdjęcia rodzinne, pamiątki, kolekcje i przedmioty wynikające z codziennego życia. Pojawiają się za to koce, poduszki, świece, książki ułożone pod kątem i obowiązkowa roślina. To oczywiście działa. Uporządkowane mieszkanie zwykle prezentuje się lepiej niż przestrzeń pełna przypadkowych przedmiotów. Problem zaczyna się wtedy, gdy przygotowywanie mieszkania do zdjęcia zaczynamy mylić z projektowaniem wnętrza.
Instagram wszedł nam do salonów
Na nasze wybory wpływają już nie tylko katalogi producentów mebli. Codziennie oglądamy setki wnętrz w mediach społecznościowych. Pinterest, Instagram i TikTok bardzo szybko rozpowszechniają estetyczne schematy. Jeśli jakiś materiał, kolor albo rozwiązanie zaczyna pojawiać się w popularnych realizacjach, po kilku miesiącach trafia do sklepów, mieszkań pokazowych i prywatnych domów. W ten sposób w polskich wnętrzach pojawiały się kolejne fale: szarość, beton architektoniczny, czarne dodatki, złote baterie, lamele, ryflowane fronty czy meble w odcieniach kaszmiru. Każdy z tych elementów może wyglądać świetnie. Problem pojawia się wtedy, gdy wszystkie trafiają do jednego mieszkania nie dlatego, że pasują do jego mieszkańców, ale dlatego, że właśnie tak wyglądają wnętrza oglądane w telefonie. Inspiracja bardzo łatwo zamienia się w kopiowanie.
Projektujemy przestrzeń czy kadr?
Współczesne mieszkanie ma jeszcze jedną funkcję, której wcześniej praktycznie nie miało. Stało się tłem. Robimy w nim zdjęcia, nagrywamy wideokonferencje, publikujemy relacje w mediach społecznościowych, fotografujemy śniadanie i pokazujemy znajomym efekty remontu. Niektóre fragmenty domu zaczynają więc być projektowane niemal jak scenografia. Ładna ściana za stołem, efektowna lampa nad wyspą, lustro ustawione tak, żeby dobrze wyglądało na zdjęciu. Tymczasem najlepsze miejsce do fotografowania nie zawsze jest najlepszym miejscem do życia. Otwarta półka może świetnie wyglądać na zdjęciu, ale wymaga ciągłego utrzymywania porządku. Jasna sofa dobrze prezentuje się w katalogu, ale może być niepraktyczna w domu z małymi dziećmi. Minimalistyczna kuchnia bez górnych szafek wygląda lekko, dopóki nie okazuje się, że nie ma gdzie schować naczyń.
Mieszkanie musi być łatwe do sprzedania
Podobny mechanizm działa jeszcze przed zakupem pierwszego mebla. Coraz częściej urządzając mieszkanie, myślimy również o tym, co wydarzy się za kilka albo kilkanaście lat. Czy łatwo będzie je sprzedać? Czy ten kolor nie odstraszy kupujących? Czy warto inwestować w nietypową kuchnię? Czy lepiej zrobić coś neutralnego? To rozsądne pytania, szczególnie jeśli nieruchomość traktujemy również jako składnik majątku. Ale jeśli każda decyzja zostaje podporządkowana przyszłemu, nieznanemu nabywcy, łatwo dojść do miejsca, w którym mieszkamy właściwie nie u siebie. Urządzamy wnętrze dla kogoś, kto być może pojawi się za dziesięć lat.
Charakter jest trudniejszy niż katalog
Stworzenie neutralnego wnętrza jest stosunkowo łatwe. Wystarczy trzymać się kilku sprawdzonych zasad i popularnej palety kolorów. Znacznie trudniej stworzyć mieszkanie, które naprawdę coś mówi o jego mieszkańcach. Charakter zwykle powstaje powoli. Z książek, obrazów przywożonych z podróży, starego fotela po dziadkach, ceramiki kupionej przypadkiem na targu, dziecięcych rysunków czy mebla znalezionego na aukcji. Takie wnętrza nie zawsze są idealnie spójne. Czasem mają za dużo kolorów, czasem coś do siebie nie pasuje, czasem jeden przedmiot wygląda jak z zupełnie innej epoki. Ale właśnie dzięki temu trudno pomylić je z innym mieszkaniem.
Może nie wszystko musi się wszystkim podobać
Nie ma nic złego w beżu, jasnym drewnie czy minimalistycznych wnętrzach. Dla wielu osób są one po prostu przyjemne i dobrze się w nich czują. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy urządzamy mieszkanie według algorytmu popularności. Dom nie musi zdobywać polubień. Nie musi odpowiadać wszystkim potencjalnym kupującym. Nie musi nawet wyglądać idealnie na zdjęciu. Powinien przede wszystkim pasować do ludzi, którzy codziennie otwierają jego drzwi. Być może dlatego najbardziej interesujące wnętrza to często nie te, które wyglądają jak katalog. To te, w których po kilku minutach można powiedzieć coś o osobach, które tam mieszkają. I których nie dałoby się po prostu skopiować do następnego ogłoszenia.
fot. Ilustracja AI