Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że bez lameli trudno urządzić nowoczesne mieszkanie. Pojawiały się za telewizorem, w przedpokoju, na ścianie za łóżkiem, przy schodach i jako dekoracyjne przepierzenia. Wcześniej podobną drogę przeszły beton architektoniczny, wszechobecna szarość, czarne baterie, złote dodatki czy połyskujące fronty. Wnętrzarskie trendy mają to do siebie, że kiedy zaczynają pojawiać się wszędzie, zwykle oznacza to również początek ich schyłku.
Trend najpierw zachwyca, później zaczyna męczyć
Każda wnętrzarska moda przechodzi podobny cykl. Na początku pojawia się w kilku ciekawych realizacjach, później trafia do magazynów, mediów społecznościowych i ofert producentów, aż w końcu staje się rozwiązaniem niemal obowiązkowym. W pewnym momencie zaczynamy widzieć je w mieszkaniach pokazowych, restauracjach, biurach, hotelach i salonach kosmetycznych. To, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się oryginalne, nagle staje się najbardziej przewidywalnym elementem wnętrza. Lamele są dobrym przykładem. Same w sobie nie są złym rozwiązaniem. Potrafią ocieplić przestrzeń, poprawić proporcje ściany i wprowadzić ciekawy rytm. Problem zaczyna się wtedy, gdy stają się dekoracją dodawaną automatycznie, niezależnie od charakteru mieszkania. Wtedy przestają pełnić funkcję projektową, a zaczynają być tylko znakiem określonego momentu w modzie.
Szarość też miała być ponadczasowa
Podobnie było z szarymi wnętrzami. Przez lata kolor ten uchodził za bezpieczny, elegancki i nowoczesny. Szare ściany, szare kanapy, szare podłogi i szare zasłony miały tworzyć spokojne tło dla życia. W praktyce wiele mieszkań zaczęło wyglądać niemal identycznie, a neutralność zamieniła się w chłód i anonimowość. Dziś coraz więcej osób szuka wnętrz cieplejszych, bardziej miękkich i mniej katalogowych. Wracają odcienie ziemi, drewno, przygaszone kolory, naturalne tkaniny i powierzchnie, które nie są idealnie gładkie. Nie oznacza to, że szarość zniknie. Po prostu przestaje być domyślną odpowiedzią na każde pytanie projektowe.
Czarne dodatki przestały robić wrażenie
Czarne baterie, profile prysznicowe, klamki, lampy i ramy luster przez długi czas były prostym sposobem na nadanie wnętrzu bardziej nowoczesnego charakteru. Kontrastowały z jasnymi ścianami i drewnem, dlatego szybko stały się bardzo popularne. Dziś nadal wyglądają dobrze, ale przestały być czymś świeżym. Coraz częściej pojawia się pytanie nie o to, czy dany element jest modny, ale czy rzeczywiście pasuje do całego wnętrza. Czarna bateria w łazience może być świetnym wyborem, ale nie dlatego, że jest czarna. Po prostu musi wynikać z materiałów, światła i charakteru przestrzeni.
Złoto też straciło status luksusu
Jeszcze niedawno złote uchwyty, baterie i lampy były jednym z najprostszych sposobów na nadanie wnętrzu bardziej luksusowego wyglądu. Szybko jednak pojawiły się w tak wielu realizacjach, że efekt ekskluzywności zaczął się zacierać. To, co miało wyróżniać, zaczęło być dostępne niemal wszędzie. Dziś większą wartość ma często detal mniej oczywisty: dobrze wykonana stolarka, ciekawa faktura kamienia, nietypowy kolor drewna czy ręcznie wykonana ceramika. Luksus coraz rzadziej oznacza błysk, a coraz częściej jakość materiału i sposób jego wykorzystania.
Ryflowania mogą podzielić los lameli
Ryflowane fronty mebli, szafek i wysp kuchennych są obecnie jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów nowoczesnych wnętrz. Podobnie jak lamele, dobrze pracują ze światłem i nadają prostym bryłom więcej głębi. Jednocześnie coraz częściej pojawiają się niemal automatycznie w projektach. To zazwyczaj moment, w którym trend zaczyna się zużywać. Nie oznacza to, że ryflowania znikną. Bardziej prawdopodobne jest, że przestaną występować w tak dużej skali i wrócą do roli detalu, zamiast dominować całe wnętrze.
Co pojawi się w zamian?
Najciekawsze jest to, że następny etap nie musi oznaczać jednego nowego hitu. Być może właśnie odchodzimy od czasów, w których niemal każde mieszkanie miało wyglądać według tego samego zestawu zasad. Coraz większe znaczenie mają indywidualne połączenia, rzeczy z drugiego obiegu, starsze meble zestawiane z nowymi, bardziej zdecydowane kolory i materiały, które dobrze się starzeją. Wnętrza mogą stawać się mniej idealne, ale za to bardziej osobiste. Drewniany stół nie musi być perfekcyjny, ściana nie musi być całkowicie gładka, a fotel nie musi pochodzić z tej samej kolekcji co sofa. To zmiana bardziej fundamentalna niż przejście z jednego modnego koloru na drugi.
Największym trendem może być brak trendu
Paradoks polega na tym, że po latach kopiowania inspiracji z internetu coraz większą wartością zaczyna być wnętrze, którego nie da się jednoznacznie przypisać do konkretnego sezonu. Takie, w którym część rzeczy jest nowa, część ma kilka lat, a część została odziedziczona albo znaleziona przypadkiem. Najlepsze wnętrza nie starzeją się dlatego, że nigdy nie korzystają z trendów. Starzeją się dobrze dlatego, że trendy nie są ich najważniejszą częścią. Jeśli za kilka lat właściciel może zdjąć jedną lampę, wymienić kolor ściany albo przestawić meble i nadal czuć się dobrze w swoim domu, projekt prawdopodobnie był udany. Dlatego pytanie „co będzie po lamelach?” może mieć prostszą odpowiedź, niż się wydaje. Być może nie potrzebujemy kolejnego elementu, który za chwilę pojawi się w co drugim mieszkaniu. Być może następnym krokiem będzie po prostu urządzanie wnętrz trochę mniej według katalogu, a trochę bardziej według siebie.
Fot. Ilustracja AI